Do Świąt właściwie miesiąc i naszło mnie na pyszny, w miarę szybki makowiec. Jako fanka ciast drożdżowych oczywiście zabrałam się ochoczo do roboty, niestety używając gotowej masy makowej ( wybaczcie lenistwo, ale mielenie maku i przygotowanie masy jest absolutnie jedyną kulinarną czynnością jakiej nie znoszę robić i chętnie korzystam z gotowej masy bez konserwantów ) .
Mak nieodłącznie kojarzy mi się z zimą, a tutaj niespodzianka bo listopad wyjątkowo ciepły i suchy... cóż, efekty globalnego ocieplenia ;)
Cudownie makowo do kawy!
Składniki:
- 250 g mąki
-25 g świeżych drożdży
- 1/4 szklanki cukru
-otarta skórka z 1 cytryny
- 2 żółtka
- 1 szklanka letniego mleka
-50 g roztopionej margaryny
- ok 250 g masy makowej
- żółtko do posmarowania
i płatki migdałowe
***
Mąkę przesiewamy do miski. Drożdże rozcieramy z łyżką cukru, dodajemy ok 2 łyżki mleka, mieszamy dodając trochę mąki. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy rozczyn do wyrośnięcia.
Do mąki dodajemy żółtka, otartą skórkę z cytryny, resztę cukru, mleko, tłuszcz i wyrośnięty rozczyn. Mieszamy intensywnie ( najwygodniej drewnianą łyżką ) ew. podsypując mąką. Zostawiamy do wyrośnięcia aby podwoiło objętość.
Gotowe i wyrośnięte ciasto kładziemy na blasze, układamy w prostokąt, kładziemy na nim masę makową i zwijamy w roladę. Wkładamy do natłuszczonej keksówki i zostawiamy ponownie do wyrośnięcia.
Gdy ciasto sporo podrośnie, smarujemy je żółtkiem i posypujemy migdałami. Pieczemy ok 30 minut w 180 stopniach.




Już tęsknię za makowcem, chyba też się na niego skuszę w najbliższym czasie :)
OdpowiedzUsuń na zawszeteż lubię, gdy jest makowo i nie koniecznie w święta:-)
OdpowiedzUsuń na zawszeNie sądzę by używanie gotowej masy makowej było wielkim grzechem, bo przyznaję się że sama często gęsto z niej korzystam ;) A na makowiec czekam do Świąt, chociaż ostatnio mnie po prostu prześladuje!
OdpowiedzUsuń na zawszesama nie przepadam za makowcem... Mimo wszystko co roku się pojawia, bo są w domu jego zagorzali zwolennicy. Jednak moja mama nie uznaje masy makowej i zawsze kuchnia jest w opłakanym stanie po jego pieczeniu :D spróbuję ją w tym roku do niej przekonać, bo to spore ułatwienie ;) apetyczne zdjęcia. :) pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń na zawsze